home

„Armia” i „latające głowy” czyli krajobraz bitewny?

Bynajmniej nie była to bitwa, nie polała się krew, a głowy latały i owszem, ale dzięki energetycznym brzmieniom. Miłośników mocnego grania, nie tylko z terenu naszej gminy, gośliński Ośrodek Kultury zaprosił 3 listopada do Murowanej Gośliny na VIII edycję imprezy Mur off Rock. Na jednej scenie w Piwnica Pub II wystąpili: goślińska kapela Flying Heads oraz legenda muzyki punkowej – zespół Armia.

Pomysł, by swoisty przegląd kapel rockowych zorganizować właśnie u nas, 8 lat temu podsunął Ośrodkowi Kultury mieszkaniec Murowanej Gośliny, a zarazem gitarzysta Flying Heads – Krzysztof Korman. Założeniem było, by dać szansę pokazania się lokalnym zespołom oraz w miarę możliwości – ściągać „gwiazdy”. Plan jest skutecznie realizowany do dziś. W pubie Grzegorza Kormana (brata Krzysztofa) gościli np.: Proletaryat czy Acid Drinkers.

W tym roku zagrała „Armia” – nie do końca jednoznaczna do sklasyfikowania jako punk, bowiem wśród wykorzystywanych przez nią instrumentów są także dęte, w tym charakterystyczna waltornia. Poetyckie teksty Tomasza Budzyńskiego, różnorodność muzyczna, sprawiły, że powstały pod koniec 1984 roku zespół do dziś jest „Niezwyciężony”. Na ten i pozostałe utwory z albumu „Legenda” czekali w Murowanej Goślinie wierni fani. I nie zawiedli się, również wówczas, gdy trzy razy poprosili o bis odwdzięczając się w zamian gromkim „sto lat”. Koncert był częścią trasy pn. „Armia gra Legendę” – „Legendę” czyli utwory z płyty o tej właśnie nazwie. Czy przejdą do legendy w Murowanej Goślinie? Sądząc po rozbawionej publice – tak.

Na legendę już 11 lat pracują „lokalsi” – grupa Flying Heads czyli mocne, metalowe brzmienie, charyzma i energia. Goślińska publiczność dobrze zna twórczość chłopaków z „latających głów”. Ich znak rozpoznawczy – ubrany we frak i cylinder karzeł o twarzy Jokera – również pojawił się na VII Mur off Rock. W rolę wokalisty na jeden utwór wcielił się… grający na perkusji Baton, co zaskoczyło nie jednego słuchacza.

Jeśli do mocnego grania dodać niemal 200 osobową publikę i to co działo się pod sceną – nie ma wątpliwości – na dobre, energetyczne koncerty nie trzeba jeździć do Poznania. Szkoda jedynie, że wciąż u nas ich tak niewiele.

Ale Mur off Rock trzyma się dobrze więc pozostaje (nie)cierpliwie czekać do dziewiątej edycji. Kogo tym razem usłyszymy?