home

Rodzina receptą na kryzys ?

Pod takim tytułem przebiegały w tym roku gminne obchody Narodowego Dnia Życia obchodzone 24 marca w Długiej Goślinie, gm. Murowana Goślina.

Jolanta Popiołkiewicz prowadząca konferencję dywagowała czy hasło to jest truizmem czy też prowokacją, czy trzeba je bronić czy obalać?

W tym roku Narodowy Dzień Życia nie dotyczył bezpośrednio adopcji dzieci poczętych i ochrony życia dzieci nienarodzonych, choć to one są nadrzędnym celem Dnia Życia. Głównym powodem spotkania i rozmów oraz świadectw zaproszonych gości była rodzina. Prowadząca konferencję pani J. Popiołkiewicz stwierdziła, że szczególnie wiosną nasze refleksje skupiają się na sprawach związanych z odnawianiem duchowym i zdrowotnym, na podpatrywaniu budzącej się do życia natury. Choć wydaje się, że rodzina powoli staje się instytucją przestarzałą, dobrze wspomnieć słowa piosenki Kabaretu Starszych Panów

„Rodzina, rodzina, rodzina, ach rodzina.
Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest,
Lecz kiedy jej nima
Samotnyś jak pies.”

Podczas konferencji próbowano na początku wyjaśnić, czym charakteryzuje się rodzina oraz czym jest ów kryzys, czy jego korzenie mają swe źródło w ekonomii czy też w zanikaniu wartości. Jako pierwszy głos zabrał ksiądz proboszcz parafii w Długiej Goślinie Piotr Skoczylas, wspomniał on słowa prymasa Stefana Wyszyńskiego, który źródło kryzysu widział w człowieku. Rodzina opiera się na małżeństwie, taka jest wola Boga i to rodzina jest składnikiem i budulcem społeczeństwa. Jeżeli człowiek w tej materii nie funkcjonuje normalnie, wtedy pojawia się kryzys. Ksiądz proboszcz wiele uwagi poświęcił także samemu sakramentowi małżeństwa i temu, co się z nim wiąże, tj. z łaską, z miłością oraz nierozerwalnością. Rozwój człowieka wymaga stałego pielęgnowania. Człowiek posiada sumienie, które daje możliwość rozpoznawania dobra i zła, ale wymaga ono ukształtowania i właśnie ten kształt nadaje mu rodzina. Z rodziną muszą współpracować wszystkie organizacje: od szkoły, kościoła, po państwo.

Przykładami z gminy oraz szerokim omówieniem danych statystycznych dot. zawierania małżeństw, narodzin, zgonów na wsiach i na terenie miasta, na przestrzeni dziesięcioleci zajęła się pani Aleksandra Pilarczyk kierownik Urzędu Stanu Cywilnego.

Swoimi spostrzeżeniami na temat, jak pomimo trudności łatwiej przechodzić przez życie w rodzinie, podzielili się państwo  Danuta i Leszek Rząsowie, którzy mają siedmioro dzieci. Rozpoczęli wystąpienie od sprostowania, że rodzina wielodzietna nie jest jednoznaczna z rodziną patologiczną, że może normalnie i szczęśliwie funkcjonować. Dzieci są zadbane, rodzice pracują, a w wolnych chwilach starają się jak najwięcej czasu poświęcić potomstwu, chociaż jak sami opowiadają, bardzo starają się przynajmniej raz w tygodniu wyjść na randkę.  W domu czasem panuje chaos, dzieci są w wieku od 8 miesięcy do 17lat, jednak starsze dziewczynki chętnie pomagają w codziennych zajęciach. Zdarzają się kryzysy, których najczęstszą przyczyną bywa zmęczenie, ale potem przychodzi moment i zastrzyk energii, i już można iść dalej, i dawać z siebie jeszcze więcej. Państwo Rząsowie stracili jedno dziecko i od tej chwili, jak twierdzi pani Danuta Rząsa, jej instynkt macierzyński jest nienasycony.

Po tym wystąpieniu głos zabrała pani psycholog Małgorzata Łuczak-Sibilska, która opowiadała o doświadczeniu i szczęściu wywodzenia się z rodziny kochającej i wielopokoleniowej. Konfrontowała ona ten obraz z obrazem swoich podopiecznych przedszkolaków, którzy rzadko mają dobry kontakt z dziadkami lub którzy mają problem z akceptowaniem starości (szczególnie sfery fizyczno-fizjologicznej), starość budzi u nich odrazę. Jeżeli na zajęciach przez nią prowadzonych pada pytanie co robiłaś/eś wczoraj z rodzicami, dzieci odpowiadają: nic lub że oglądałem TV, lub grałem na komputerze. Łatwo się zorientować, że ma to poważne konsekwencje dla maluchów. Pani Małgorzata wie, że trudno wygospodarować czas na bycie z dzieckiem, jednak tak naprawdę liczy się kilkanaście minut poświęconych wyłącznie jemu, skupieniu na nim. Metodą, która ona sama stosuje jest przytulanie i całowanie dziecka nawet jeśli w tym momencie nie ma ono na to ochoty. Jednak dzięki temu dziecko wie, że jest kochane, wie, że to się nazywa okazywaniem uczuć oraz, że zawsze ze wszystkim może się zwrócić do rodziców, ponieważ ma ich wsparcie. To ważne, by dziecko wiedziało o tym od najmłodszych lat, nawet jeśli nie wszystko wtedy będzie rozumiało.

W dyskusji głos zabrał radny Konrad Strykowski, który wspominał wychowywanie się w rodzinie wielodzietnej (pięcioro rodzeństwa), o tym jak było ciężko rodzicom, którzy prowadzili gospodarstwo. Mimo to dzieci były zadbane i wykształcone, może nie mówiło się wówczas wiele o miłości rodzicielskiej, jednak ta opieka była jej dowodem. Pan Konrad wspominał, jak to kiedyś dzieci bez zabawek potrafiły sobie świetnie zorganizować czas i jak to wpływało na więzi między rodzeństwem, które są bardzo silne do dziś.

Spotkanie mogło być dobrym pretekstem do zrobienia swego rodzaju rachunku sumienia odnośnie swoich relacji z bliskimi, do podsumowania jak to wyglądało dotychczas i podjęcia postanowienia, by bardziej zaangażować w sprawy rodzinne, bo warto o nie dbać. Nawet jeśli nie ma się dobrych wspomnień z dzieciństwa, bo rodzinie było daleko do opisywanych wyżej ideałów, można spróbować podjąć trud budowania własnej rodziny na dobrych wzorcach i przykładach innych.

Zwieńczeniem konferencji była msza święta, na której można było podjąć się duchowej adopcji dziecka poczętego.

 


Marta Trębacz